„Właściciel tego jachtu to przestępca utrzymujący się z broni, która zabija Ukraińców” – miał powiedzieć 55-letni Ukrainiec tuż po tym, gdy został zatrzymany przez hiszpańską straż cywilną. Marynarz mieszkający na co dzień na Majorce chciał zatopić jacht o wartości 7 milionów dolarów należący do rosyjskiego oligarchy Aleksandra Michajewa.

Reklama

Ukraiński marynarz zatapia jacht rosyjskiego oligarchy

Jacht o nazwie „Lady Anastasia” to 156-metrowa łódź z pięcioma kabinami cumująca w Port Adriano na Majorce. Jej właścicielem jest Aleksander Michajew, Rosjanin, który sześć lat temu przejął konglomerat Rostec - rosyjski gigant rynku obronnego. Firma odpowiada  nie tylko za produkcję sprzętu wojskowego czy samolotów, ale także kombinezonów dla kosmonautów.

Do incydentu doszło zaraz po ogłoszeniu ataku rosyjskich rakiet na blok mieszkalny w Kijowie. Ukraiński marynarz, który od 10 lat pracuje jako mechanik na jachcie Aleksandra Michajewa twierdzi, że broń wykorzystana w walce przeciw cywilom została wyprodukowana przez firmę jego pracodawcy.

W ramach zemsty ukraiński marynarz otworzył zawory statku, powodując jego częściowe zatonięcie. Wyłączył także prąd. Wcześniej miał poprosić innych pracowników – również Ukraińców – o opuszczenie pokładu. Po przybyciu policji dał się aresztować bez oporu.

 

Oskarżony marynarz wyrusza na wojnę w Ukrainie

- Nie żałuję niczego i zrobiłbym to jeszcze raz. Właściciel tego jachtu to przestępca utrzymujący się z broni, która zabija Ukraińców. Tę bitwę przegrałem, ale wygram kolejną – powiedział Ukrainiec podczas rozprawy sądowej w sprawie zatopienia jachtu.

Mimo dowodów i oskarżenia, sąd ostatecznie zwolnił winnego z aresztu. Po wyjściu na wolność Ukrainiec powiedział do gazety Ultima Hora, że jeszcze tego samego dnia będzie szukał samolotu do Polski, a następnie wróci na Ukrainę, aby walczyć o wolność swojego kraju i jego mieszkańców.

- Nie jestem żadnym bohaterem. Jestem zwykłym mężczyzną w średnim wieku, ale jako mechanik mam duże doświadczenie. Nigdy wcześniej nie trzymałem w ręku broni, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, chwycę po nią – wyznał.