Marina Owsiannikowa - persona non grata w Ukrainie

Na początku marca 2022 Marina Owsiannikowa pojawiła się z antywojennym transparentem podczas wieczornego wydania wiadomości rosyjskiej  telewizji państwowej -  Kanału 1. Niedługo później dziennikarka została zatrzymana przez rosyjskie służby i przewieziona do aresztu.

Reklama

Po 14 godzinach Marina Owsiannikowa miała powrócić na wolność. Już wtedy zagraniczne media zaczęły spekulować na temat jej potencjalnego „układu” ze służbami. Dlaczego? Ponieważ po tak odważnym, antywojennym kroku, nie spotkała ją praktycznie żadna kara. Plotki jednak szybko ucichły, a dziennikarka znalazła zatrudnienie w niemieckiej gazecie „Die Welt”.

To okazało się dla niej kluczowe. Marina Owsiannikowa mogła przekroczyć granice Ukrainy jako niezależna, niemiecka korespondentka.

Rosyjski "koń trojański" 

Dziennikarka zdecydowała się na podróż do Ukrainy. Jak informuje Interfax-Ukraina, Marina Owsiannikowa chciała zorganizować w ich centrum prasowym specjalne spotkanie, którego temat miał bazować wokół tego, jak działa rosyjska propaganda. Co na to Ukraińcy?

- Pojawienie się Owsiannikowej w Kijowie jest niestosowne i nie do przyjęcia dla obywateli oraz dziennikarzy Ukrainy – powiedziała Natalia Ligaczowa, redaktor naczelna Media Detector.

Jednak negatywy oddźwięk wydarzenia był znacznie większy. Dziennikarze byli oburzeni, że Rosjanka śmie przekraczać granice Ukrainy. Z tego powodu Interfax-Ukraina podjęło decyzję o odwołaniu spotkania Mariny Owsiannikowej.

- Spodziewałem się, że oddźwięk będzie negatywny, ale pomyślałem, że jeśli nasi dziennikarze przyjdą i powiedzą jej w twarz, co o niej myślą, pomysł okaże się dobry. Cóż, jeśli o mnie chodzi, wskazane jest, by odwołać to spotkanie. I takie też jest stanowisko całego środowiska dziennikarskiego Ukrainy – mówi dla NV Oleksandr Martynenko, szef agencji Interfax-Ukraina.

 

Skąd nienawiść wobec rosyjskiej dziennikarki, skoro od początku wojny w Ukrainie przejawiała antywojenną postawę? Zdaniem Ukraińców Marina Owsiannikowa ma być rosyjskim "koniem trojańskim".

- Wizyta Owsiannikowej w Ukrainie jest zaplanowaną informacyjno-psychologiczną operacją specjalną, którą rosyjskie służby specjalne z dużym powodzeniem przeprowadzają w samym sercu Ukrainy. Cel jest prosty: z jednej strony sprowokować Ukraińców do uzasadnionej agresji, której konsekwencją będzie atak na (formalnie) niemieckiego dziennikarza. Z drugiej strony, promowanie bezpośrednio w Ukrainie propagandowej narracji, że jest to wojna Putina, a zwykli Rosjanie nie są winni - pisze Dmytro Replianczuk, dziennikarz dla portalu Slidstvo.info

Co więcej, Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (CVD) ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony nazwało Owsiannikową "agentką wpływu" Kremla.

Marina Owsiannikowa o nienawiści Ukraińców

Mimo ogromnej burzy medialnej, którą wywołały same plany wizyty Mariny Owsiannikowej w Ukrainie, rosyjska dziennikarka przybyła m.in. do Odessy i Kijowa. Reakcja Ukraińców okazała się bardziej dobitna, niż można było się spodziewać.

- Dziennikarze zaczęli krzyczeć, że jestem Moskalką, agentką FSB, propagandystką, że nie ma byłych propagandystów, że powinnam być aresztowana. W końcu serwis Die Welt ewakuował mnie w najbardziej niewiarygodny sposób. Odmówiłam nawet spotkania z Antonem Geraszczenko, doradcą szefa MSW Ukrainy, który zaproponował mi przeprowadzenie wywiadu zamiast konferencji prasowej. To był jakiś horror, ledwo wyjechaliśmy samochodem przez Rumunię, cudem udało mi się uciec - pisze Marina Owsiannikowa.

Rosjanka napisała na swoich mediach społecznościowych, że zastanawia się także, „do którego więzienia ma trafić: rosyjskiego czy ukraińskiego?”. Dodała także, że skutki  jej walki z wojną są tak samo bezsensowne, jak ta wojna sama w sobie.