Wojna informacyjna prowadzona od lat przez Kreml jest równie istotnym elementem strategii Putina, co działania zbrojne. Dlatego też wraz z rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę do pracy zaprzęgnięte zostały tysiące anonimowych kont w mediach społecznościowych, których celem jest sianie dezinformacji, wspieranie propagandy i podkręcanie niepokojów społecznych.

Reklama

Zwrot antyszczepionkowców w stronę Rosji

Tak się składa, że konta te z porównywalną gorliwością promowały wcześniej narracje na temat covidowego spisku, które podawały w wątpliwość istnienie wirusa oraz skuteczność szczepień. Już na samym początku wojny dostrzegli to analitycy Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych.

– Grupy, które wcześniej bardzo aktywnie siały dezinformację na temat szczepień i rozmiarów pandemii, zaczęły otwarcie wspierać działania rosyjskie na terytorium Ukrainy – mówił pod koniec lutego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Michał Fedorowicz, prezes IBIMS.

Potwierdza to raport Instytutu opublikowany w przeddzień rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Z badania wynika, że 90 proc. profili, które w dniach 21-22 lutego zaczęły aktywnie promować treści prokremlowskie i antyukraińskie, wcześniej rozpowszechniało narracje antycovidowe. Według raportu wpisy ze wspomnianych kont mogły dotrzeć łącznie do około 2 mln osób w sieci.

Antycovidowi trolle wspierają Kreml

Zaangażowanie antyszczepionkowych profili w rozpowszechnianie prorosyjskiej propagandy przeanalizował też serwis „Konkret24”. I w tym przypadku wnioski są bardzo zbliżone do obserwacji analityków IBIMS.

„Zmiana polegająca na dodaniu przekazu prorosyjskiego/antyukraińskiego do dotychczasowego antycovidowego/ antyszczepionkowego zaszła przede wszystkim na tysiącach anonimowych profili. Nie są tak publicznie widoczne, ale to one robią masę w sieci, którą trudno ogarnąć. […] Najpierw po cichu robiły zasięgi propagandzie antyszczepionkowej, teraz to samo robią dla narracji antyukraińskiej i prorosyjskiej” – czytamy w raporcie.

Serwis na bieżąco monitoruje media społecznościowe, dzięki czemu był w stanie wyłapać dziesiątki podobnych profili. Niektóre z nich mają od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy obserwujących i tuż po wybuchu pandemii regularnie przekazywały dalej fake newsy na temat COVID-19, a także zamieszczały treści otwarcie podważające sensowność noszenia maseczek, zarzucające lekarzom kłamstwa oraz przekonujące, że pandemia nie istnieje.

Po wybuchu wojny na każdym z tych kont nastąpił natomiast zwrot w kierunku narracji antyukraińskich, antyuchodźczych i prorosyjskich. Motywami przewodnimi pojawiającymi się w postach jest podjudzanie nacjonalistycznych nastrojów poprzez nazywanie Ukraińców „banderowcami” lub „upowcami”, obrażanie prezydenta Zełenskiego lub wręcz dokładne przekazywanie treści propagandowych komunikatów nadawanych przez rosyjskie media zależne od Kremla.

Internauci i kancelaria prawna sieją rosyjską propagandę

„Kontakt24” podaje też przykład strony należącej do Kancelarii Lega Artis oraz jej Facebooka, na którym znajduje się 50 tys. obserwujących. Według serwisu kancelaria przed rosyjską inwazją również promowała narracje wątpiące w pandemię i m.in. nazywała Ministerstwo Zdrowia Ministerstwem Propagandy Covidowej.

– Teraz straszy się tam uchodźcami z Ukrainy „żyjącymi na rachunek Polaków”. Nazywa się ich „przesiedleńcami” i opisuje możliwe negatywne skutki pomocy uchodźcom – czytamy w raporcie „Kontakt24”.

Do grona covidowych sceptyków i manipulatorów oraz późniejszych „niezależnych” analityków wojny w Ukrainie należą również internauta Grzegorz Płaczek oraz bloger Piotr Wielgucki znany szerzej jako Matka Kurka. Zgodnie z analizą „Kontakt24” obaj panowie najpierw przekazywali zmanipulowane informacje na temat COVID-19, by później m.in. otwarcie negować bombardowania Ukrainy i śmierci cywilów.

Warto więc przed przyjęciem i rozpowszechnieniem danej informacji zastanowić się, jaki cel przyświeca jej autorowi i co na dany temat mówią inne źródła.