Większość zachodniego korpusu dyplomatycznego obecnego w Kijowie przed rosyjską inwazją opuściło już stolicę Ukrainy. Bartosz Cichocki jest jedynym ambasadorem oraz jednym z niewielu dyplomatów jakiejkolwiek rangi obecnym w oblężonym mieście.

Reklama

Odkąd Rosja zaatakowała Ukrainę Cichocki zamienił garnitur i koszulę na polowy mundur i koszulkę piłkarskiego klubu Szachtar Donieck i wciąż przebywa w polskiej ambasadzie w Kijowie, skąd cały czas pracuje, udzielając niezbędnej pomocy.

Ambasador nie korzysta nawet z podziemnego schronu dostępnego dla dyplomatów, o czym mówił w łączonym wywiadzie dla „Guardiana” oraz „BuzzFeed News”. Czuje się bezpiecznie w budynku ambasady zbudowanym jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, a poza tym, jak stwierdza, „ludzie śpią w łóżkach. Dlaczego miałbym spać w piwnicy?”.

Podtrzymywanie ducha Ukrainy

Głównym powodem, dla którego Bartosz Cichocki wciąż pozostaje na posterunku, jest wymiar symboliczny jego obecności w bombardowanym Kijowie. Choć co prawda wiele istotnych zadań może być wykonanych jedynie na miejscu, to jednak polski ambasador jako główną przyczynę podaje wspieranie obywateli Ukrainy.

– Wierzę, że możemy wpłynąć na ich morale, ich ducha. Mają broń, mają jedzenie, mają wszystko, ale uważam, że zostawienie ich teraz byłoby czymś, co mogłoby pogorszyć ich morale – powiedział „Guardianowi”.

 

Cichocki zaznacza jednocześnie, że nie zamierza opuszczać Kijowa, dopóki nie zrobi tego demokratycznie wybrany rząd Ukrainy lub nie otrzyma bezpośredniego rozkazu z polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie wierzy tym samym, by miasto mogło upaść mimo nieustających ataków.

– To się nie wydarzy. Kijów jest „niezajmowalny”. Na ulicach są ludzie, których nie chciałbym spotkać, gdybym był Rosjaninem – stwierdził.

Ambasador uważa jednak, że upadek Ukrainy byłby złą wiadomością dla Polski. – Jeśli Rosja odniesie sukces tutaj, my jesteśmy następni – powiedział serwisowi „BuzzFeed News”.

Polska pomaga uchodźcom z Ukrainy

Od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę znaczna część mieszkańców kraju z obawy przed ostrzałem i bombardowaniem gromadzi się na stacjach metra i w piwnicach. Wielu z nich ucieka.

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych z Ukrainy do ościennych krajów uciekło już przeszło milion osób. Do samej Polski – około 600 tys. z nich. Bartosz Cichocki wierzy jednak, że nie ma limitu pomocy, której ukraińskim uchodźcom może udzielić nasz kraj.

– Nie potrafię sobie wyobrazić, że Polska zamknie dla nich drzwi – powiedział.