Naprawa zderzaka w Ferrari Monza SP1 

Polisa OC bardzo często uznawana jest przez wielu kierowców za niepotrzebny wydatek. Niesłusznie. Przypadek pewnego kierowcy pechowca/szczęściarza udowadnia bowiem, że regularne opłacanie składek może uratować wasze portfele w najmniej oczekiwanym momencie.

Reklama

Jego historia sprawi natomiast, że już zawsze będziecie wnosić wymagane opłaty, dopóki będziecie posiadać auta. Skąd ta pewność?

To proste, wspomniany mężczyzna spowodował kolizję drogową z... Ferrari Monza SP1. Na jego nieszczęście ten konkretny model nie jest zwyczajnym Ferrari, ale edycją ściśle limitowaną nawiązującą do aut wyścigowych marki z lat 50. XX w. Stąd też wartość auta szacowana jest na ponad 8 mln złotych, a co za tym idzie – naprawa jakiejkolwiek usterki kosztuje majątek.

Przekonał się o tym wspomniany pechowiec/szczęściarz, który po kolizji z Monzą SP1 musiałby z własnej kieszeni zapłacić za wymianę zderzaka superauta… 324 tys. zł. Za równowartość tej kwoty mógłby np. kupić nowe Porsche 718 Cayman i jeszcze zostałoby mu kilkadziesiąt tysięcy złotych np. na ubezpieczenie.

„To najdroższy zderzak w naszej historii”, fot. TUiR Warta „To najdroższy zderzak w naszej historii”, fot. TUiR Warta

To właśnie bowiem polisa OC o wartości 400 zł w jednym z polskich towarzystw ubezpieczeniowych uratowała naszego pechowca/szczęściarza przed koniecznością zapłacenia 324 tys. za naprawę Ferrari. Sam ubezpieczyciel upamiętnił nawet tę stłuczkę, zawieszając zarysowany zderzak we własnej siedzibie z podpisem: „To najdroższy zderzak w naszej historii”.

Co ciekawe, ten sam ubezpieczyciel podzielił się jeszcze jedną zbliżoną historią, tyle że z udziałem modelu Ferrari Scuderia Spider 16M o wartości ok. 1,3 mln zł.

Uszkodzony zderzak Ferrari Scuderia Spider 16M, fot. TUiR Warta Uszkodzony zderzak Ferrari Scuderia Spider 16M, fot. TUiR Warta

Przewoźnik podczas transportu auta do jednego z ważnych klientów również uszkodził zderzak pojazdu i również w tym przypadku naprawa usterki nie była tania. Prace zostały wycenione na 90 tys. złotych. I tu znów - kwotę tę pokrył ubezpieczyciel, dzięki czemu przewoźnik mógł odetchnąć z ulgą.