Aleksandra Nagel – Well.pl: Czy gdybyśmy mieli wybór – każdy z nas – to czy mieszkalibyśmy w miastach?

Reklama

Joanna Erbel: Myślę, że tak. Ciągnie nas do miast i tej miejskości. Tylko pytanie brzmi, jaka to jest miejskość? Zaletą miasta, czyli zaletą bycia we wspólnocie, jest to, że możemy mieć dostęp do większej ilości zasobów wysokiej jakości, tj. dobrej jakości edukacji, zadbanej zieleni publicznej, kultury, gęstej siatki transportu publicznego itp. Im w danej społeczności jest nas więcej, tym łatwiej zoptymalizować nam pewne wydatki.

Miast potrzebują nie tylko ludzie ekstrawertyczni. Introwertycy – ja się do nich zaliczam – również. Miejskość nas rozwija – jako jednostkę i jako społeczeństwo. Kiedy nie tkwimy wyłącznie w takiej nuklearnej komórce rodzinnej albo w małej grupie przyjacielskiej, zyskujemy także pewnego rodzaju psychologiczną wolność. Jeżeli się z kimś pokłócisz – a konflikt jest stałym elementem naszego życia, to możesz też pójść do innego miejsca, spotkać innych ludzi, pobyć z nimi i łatwiej jest coś zmienić. Miasta są więc dla nas dobre – zarówno pod względem ekonomicznym, jak i społecznym. Pytanie tylko w jakich miastach powinniśmy mieszkać?

No właśnie, jak powinno wyglądać miasto idealne, albo chociaż zbliżone do ideału, takie, z którego możemy czerpać pełnymi garściami?

Jeśli spojrzymy na wszelkiego rodzaju wizje futurologiczne sprzed pandemii, to była w nich mowa o dużych miastach, które miałyby zasysać mniejsze miejscowości. Jednak pandemia koronawirusa zmieniła diametralnie nasze potrzeby i wyobrażenia.

Na przykład wielu z nas może pracować zdalnie. 

Dokładnie, z domu, albo z innego miejsca niezwiązanego bezpośrednio z naszym miejscem pracy. A zatem pojawia się sensowne pytanie, czy racjonalne jest mieszkanie w dużym mieście, szczególnie polskim mieście – stosunkowo drogim i pozbawionym równomiernie rozłożonej zieleni i usług publicznych. Wielu z nas zadało sobie więc pytanie, czy nie byłoby sensowniej wyprowadzić się gdzieś dalej, skąd łatwo byłoby się dostać do wielu atrakcyjnych miejskich miejsc. I tak oto szansę uzyskały mniejsze miasta, które z definicji są miastami piętnastominutowymi.

Czego jeszcze nauczyła nas pandemia, jeśli chodzi o życie w mieście?

O wiele łatwiej było nam ocenić jakość miejsca, w którym żyjemy. Zaczęliśmy spacerować i poznawać okolicę. Zdaliśmy sobie również sprawę z tego, jak męczące mogą być dojazdy – do pracy, do sklepu, do przedszkola, do lekarza. To był moment, w którym mniejsze miasta mogły zawalczyć o tzw. klasę średnią. W skutek tego wielu z nas zadało sobie kolejne pytanie: Jeśli żyjemy w świecie, gdzie konieczność przemieszczania się z jednego miejsca do drugiego przestaje być oczywistością, to czy nie jest racjonalne znalezienie domu blisko naszych bliskich, rodziców, rodzeństwa, przyjaciół?

Wierzysz w małe miasta i ich rozwój. Ja natomiast z małego miasta pochodzę i widzę, przed jakimi wyzwaniami one stoją - wyludnienie, starzejące się społeczeństwo, brak pracy, niska jakość życia. Co musi się wydarzyć, by małe miasta miały szansę się rozwijać i pokonać te problemy?

Tak naprawdę potrzebne są dwie rzeczy. Po pierwsze, ambitny lider czy liderka. Takim przykładem jest Chrzanów, które był wysoko na liście miast podupadających, a dziś jest miastem – awangardą. Po drugie, potrzebna jest wizja, która może być tworzona na dwa sposoby. Może pojawić się w głowie indywidualnej osoby lub całego społeczeństwa. Przykładem miasta z wizją mogą być Sejny – miasto na polskim biegunie zimna, 5 tys. mieszkańców, koniec świata, trudno tam dojechać. Ambitny burmistrz sprowadził tam inwestora z branży farmaceutycznej i rozpoczęto produkcję oleju z wiesiołka, co z kolei uruchomiło tereny rolnicze. Mamy więc dwa skrajne modele miasta, które pokazują, że miłość do danego miejsca i determinacja to wszystko, co jest potrzebne do tego, by osiągnąć sukces.

Nie wierzmy, że uda nam się coś zmienić, bo pojawią się jakieś globalne procesy, które sprawią, że miasta w automatyczny sposób będą odnosić korzyści. My jako ogół społeczeństwa jesteśmy o wiele bardziej progresywni niż politycy. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytania, jakimi zasobami możemy grać, którą branże rozwijać i zrobić to. Wtedy ludzie sami zaczną przyjeżdżać, a ci którzy, zastanawiali się, czy nie wyjechać, zostaną.

Mikro społeczności to nasza przyszłość?

Myślę, że tak. To etap pewnej transformacji ekonomiczno-społecznej, przez który przechodzimy nie tylko jako Polska, ale jako cały świat - charakteryzuje się tym, że nie musimy dopasowywać się do jednego modelu globalizacyjnego. To paradoksalnie dobra wiadomość. Może się okazać, że to, co było lokalną tożsamością, której trzeba było się wyrzec, żeby być prawdziwym obywatelem świata, teraz będzie czymś kluczowym. Podam kolejny przykład: gmina Pleszew -  17 tysięcy mieszkanek i mieszkańców, bardzo ambitny program mieszkaniowy nastawiony na cztery sektory mieszkań: z prawem do własności miejskiej, na wynajem, komunalne i deweloperskie. Oni zakładają, że część z tych mieszkań jest przeznaczonych dla nowych osób, dla tych, którzy wybiorą Pleszew na swoje miejsce do życia. I to jest super pomysł. A jednocześnie Pleszew reklamuje się jako miasto piętnastominutowe. Jest takie hasło „Kompaktowy Pleszew”.

Rozumiem, że podajesz przykłady tych miast po to, by zainspirować, a nie powielać pomysły?

Każdy, komu zależy na rozwoju miasta, powinien zadać sobie pytanie: co musiałoby się stać, żeby ambitni ludzie, którzy wyjechali do większych miast, chcieli wrócić i implikować lokalnie swoją wiedzę? Czasami trzeba po prostu wygrać wybory, czasami ma się na tyle szczęścia, że już jest na tym stanowisku sensowna osoba, i można iść do przodu.

Czasami trzeba zainwestować i tu pytanie o biznesmenów, ludzi, którzy mogą zasilić lokalne gospodarki. Oni zawsze będą zadawać jedno kluczowe pytanie: „Czy to się opłaca?”. Jak przekonać ich do małych miast?

Moim zdaniem wehikułem rozwojowym małych miast będzie kapitał klasy średniej. Wyobrażam to sobie tak, że ludzie w przyszłości zamiast inwestować w jakieś abstrakcyjne rzeczy, np. tokenizowany apartament w Hiszpanii czy sztukę cyfrową - NFT, stwierdzą: „Okej, w moim mieście powstaje fajny projekt społeczno-komercyjny, gdzie elementem jest chociażby coworking czy miejska ekologiczna farma, i my chcemy w to zainwestować.” Wyobrażam sobie też, że polska klasa średnia mogłaby chcieć inwestować w spółdzielnie usług opiekuńczych w dzielnicach, gdzie mieszkają ich rodzice.

Jako CoopTech Hub tworzymy teraz modele spółdzielni rozwojowych, które mają zajmować się kluczowymi wyzwaniami współczesności. Może to być dostarczacie żywności, ale też kwestie związane z opieką. Tak spółdzielnia mogłaby być alternatywą dla prywatnej służby zdrowia.

Jeżeli ktoś myśli o swojej własnej starości lub o tym, kto będzie opiekować się ich rodzicami, no to może warto jest zastanowić się nad tym, w jaki sposób stworzyć system, który z jednej strony będzie zatrudniał ludzi lokalnie, a z drugiej zapewni kontrolę i pozwoli nam na kontrolę. Część osób, która obecnie mieszka w większych miastach, a pochodzi z tych mniejszych, może chcieć zainwestować w taką spółdzielnię rozwojową, a dopiero potem, w kolejnym ruchu, może zastanowić się nad tym, czy chce się tam znowu przeprowadzić.

Dlaczego takie spółdzielnie mają sens?

Spółdzielnie rozwojowe to nie jest pomysł czysto idealistyczny. Inwestowanie pieniędzy w miejscu, gdzie mieszkamy, by podnosić jakość naszego otoczenia jest przecież racjonalne.

Pytanie, na które musi sobie odpowiedzieć nasze pokolenie to, gdzie my będziemy za 30 lat? W jakim świecie chcemy żyć, kiedy będziemy w wieku emerytalnym? W naszym interesie jest mieszkać w kraju, gdzie sieci wsparcia są na dobrym poziomie, gdzie sektor publiczny – i może również spółdzielczy - dobrze działa, gdzie dobrze działa pomoc zdrowotna. Podczas pandemii zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nasze ciała są bardzo kruche. Przypomnijmy sobie, co zrobiła prywatna służba zdrowa w pierwszych dniach pandemii? Powiedziała: „Hej, też możemy zachorować i umrzeć. Zamykamy więc placówki. Radźcie sobie same i sami”. I to są takie momenty otrzeźwienia, że ten wymarzony korporacyjny pakiet zdrowotny w czasach kryzysu na nic się zdaje. Dlatego właśnie warto jest się zastanowić, czy nie lepiej inwestować w rozwiązanie, nad którym będziemy mieli kontrolę jako spółdzielnia, a nie budować biznes medyczny korporacji. W spółdzielni każda osoba członkowska – niezależnie od włożonych środków – ma jeden głos. Takie spółdzielnie rozwojowe mogą stać się zalążkiem wielkich zmian i nie chodzi tylko o służbę zdrowia.

Oczywiście na pewno istnieje jakaś część osób, które myślą tylko o pieniądzach, ale z roku na rok widać, jak wiele inwestycji w Polsce i na świecie staje się bardziej świadomych – ekologicznych, etycznych, innowacyjnych.

 

Czy są takie miasta na świecie, z których możemy brać przykład?

Ciekawym miastem jest na pewno Pittsburg, który pod kierownictwem Billa Peduto przestawił swoją tożsamość z „miasta stali” na „miasto nowych innowacji”. Bill Peduto mówił, że chce być dosłownie „mostem pomiędzy dwoma epokami”. To jest taka narracja, którą ja nazywam dumą z nadchodzącej przyszłości – z jednej strony mamy bardzo konserwatywny etos, a z drugiej strony jest to świetny progresywny projekt.

Każda społeczność oparta jest na relacjach, a ludzkość z natury jest trochę konserwatywna, a trochę innowacyjna, więc wychodzenie od korzeni ma sens. Jeśli chcielibyśmy to przenieść na polski grunt, trzeba pozwolić Polkom i Polakom być dumnym z własnych korzeni, szukać rdzenia tożsamości, a jednocześnie ukierunkować się na innowacje. Naszą cechą narodową jest na przykład kombinowanie, umiejętność dostosowywania się do każdej sytuacji.

Jak karaluchy (śmiech)

Dokładnie! Ta kompetencja jest bardzo dobra w czasach kryzysu: szybko reagujemy, robimy, co się da, coś z niczego, chronimy siebie przed innymi. Mamy bardzo wiele fajnych cech, które zwykle kojarzyły się nam negatywnie, ale w czasach kryzysu uruchomiły się w progresywny sposób. Tak było w trakcie pandemii, tak było na początku wojny w Ukrainie… Powinniśmy z tego czerpać pełnymi garściami!

Co sądzisz o tym, co aktualnie dzieje się w Ukrainie? Prężnie działające społeczności wojna niemalże zmiotła z powierzchni ziemi. Jak to odbudować, czy można to odtworzyć?

Z dużym podziwem patrzę na naród ukraiński, nie tylko ze względu na bohaterską walkę w obronie naszych wschodnich granic Europy, ale również dlatego, że to kraj, który równolegle prowadzi wielki plan odbudowy. Nie opierają się na tym, że przyjdzie wielki zagraniczny inwestor, który da im pieniądze, tylko na lokalnym łańcuchu dostaw, ich własnym kapitale itp. Wcale nie chcą tych wszystkich zachodnich inicjatyw. Mówią: „Niech Zachód sobie nie myśli, że będzie nam dyktował proces odbudowy miast i czerpał na tym korzyści”. Oni chcą to robić na własnych warunkach. Chcą odbudowywać swoje miasta w sposób zrównoważony i sensowny. To jest niesamowicie budujące.

Co ciekawe, to my zawsze byliśmy tym złotym dzieckiem Unii Europejskiej, krajem po transformacji itd. Teraz okazuje się, że na wschodniej flance mamy naród, który jest bardzo progresywny. Oni rozumieją demokrację lepiej niż my, podobnie cyfryzację oraz innowacje. Jeśli myślimy, że będziemy działać dalej, jak przed wojną i sprzedawać Ukrainie nasz model transformacji, jak to robili Amerykanie w Polsce w latach 90. XX wieku, to jesteśmy w błędzie. Z takim podejściem nie jesteśmy tam mile widziani. Oni mają własną, bardzo ciekawą wizję. Za chwilę to my będziemy mieli od kogo się uczyć i będzie to ktoś, kto odbudowuje swoje miasta praktycznie od zera w sposób ultra nowoczesny.

Mark Zuckerberg buduje Metaverse. Ty wspominasz o inwestycjach w NFT. Powiedz, jak z perspektywy tych trendów i cyfro-wizji może wyglądać miasto przyszłości? Co na przykład będzie znajdować się w przyszłości w centrum miasta? Dziś są to domy handlowe, zabytki architektury, biurowce…

Myślę, że przyszłość wcale nie będzie należała do internetu. Miasta nie przeniosą się do wirtualnego świata, a technologia tylko udoskonali nasze realne życie. Nadal będziemy się skupiać wokół placów, knajp, ogrodów społecznościowych, ogrodów miejskich - w tych najbardziej innowacyjnych projektach funkcjonuje np. fungarium, czyli hodowle grzybów. Idziemy w stronę czterodniowego tygodnia pracy i to jest super, bo to znaczy, że będziemy mogli więcej czasu spędzać lokalnie, angażować się w rzeczy, które są wspólnototwórcze. Mi osobiście bliskie są koncepcje, które pochodzą z nieco bardziej konserwatywnej myśli społecznej, gdzie jest mowa o nowym średniowieczu. Będziemy żyć w takich małych państwach-miastach wielkości dzielnicy i te miejsca spotkań będą różne, zależne od dynamiki miejsca, ludzi, którzy tam mieszkają. Przyszłością na pewno są miasta piętnastominutowe, gdzie będzie obecna technologia, bo ona jest nam potrzebna do optymalizowania pewnych systemów. Będzie służyła temu, żebyśmy mieli większą możliwość na spędzanie czasu w przestrzeni realnej.

Czy będziemy bardziej doceniać zieleń wokół nas, celebrować matkę naturę? Na razie polskie miasta chorują w znacznym stopniu na betonozę… Czy za 30 lat - zamiast zachwycać się katedrą Notre Dame czy kamienicami we Florencji - będziemy podziwiać stary dąb lub miłorząb?

To już się dzieje! Niedawno rozmawiałam z osobą z Tarnowskich Gór i zachęcała mnie do odwiedzenia tego miejsca, bo znajdują się tam zabytki UNESCO, ale dla mnie o wiele ciekawsze niż zabytki jest na przykład informacja o tym, że miasto wznowiło uprawę lokalnej odmiany jabłoni o malowniczej nazwie – Piękna z Rept. Tożsamość miasta oparta o przyrodę to nasza przyszłość.

Joanna Erbel - książka Joanna Erbel - książka

Joanna Erbel – socjolożka, działaczka miejska, ekspertka do spraw mieszkaniowych. Założycielka Fundacji Blisko zajmującej się wspieraniem aktywności lokalnych i tworzeniem wiedzy na temat innowacji mieszkaniowych. Koordynowała prace nad przygotowaniem polityki mieszkaniowej i programu Mieszkania2030 dla m.st. Warszawy. W latach 2017-2020 zajmowała się tematem innowacji mieszkaniowych w PFR Nieruchomości. Członkini Rady Fundacji  Rynku Najmu. Członkini Zarządu PLZ Spółdzielni. Liderka klubu samorządowego w CoopTech Hub, pierwszym w Polsce centrum technologii spółdzielczych, które stawia sobie za cel tworzenie wspólnoty opartej o zaufanie przez cyfrowy restart spółdzielczości i budowanie lokalnego ekosystemu współpracy. Współautorka raportów CTH – Spółdzielczy Plan Odbudowy (2021) oraz Spółdzielcza transformacja (2022). Autorka książek Poza własnością. W stronę udanej polityki mieszkaniowej (2020) oraz Wychylone w przyszłość. Jak zmienić świat na lepsze (2022). Współpracowniczka Fundacji A/typowi, działającej na rzecz neuroróżnorodności.