Populacja ludzka przekroczyła 8 miliardów

Dnia 15 listopada 2022 r. ludzkość przekroczyła magiczną granicę 8 miliardów. Według prognoz Organizacji Narodów Zjednoczonych do końca obecnej dekady nasza liczebność osiągnie około 8,5 miliarda, a około 2037 r. będzie to już około 9 miliardów. W 2050 r. populacja ludzi może wynosić już około 9,7 miliarda, a szczyt w wysokości 10,4 miliarda osiągniemy w 2080 r.  

Reklama

- Ten bezprecedensowy wzrost wynika ze stopniowego wydłużania się życia ludzkiego dzięki poprawie jakości opieki zdrowotnej, odżywiania, higieny osobistej i medycyny. Jest to również następstwo wysokiego i trwałego poziomu dzietności w niektórych krajach - czytamy w informacji prasowej ONZ.

Mowa tu przede wszystkim o krajach z Afryki i Azji takich jak Demokratyczna Republika Kongo, Egipt, Etiopia, Nigeria, Tanzania oraz Indie, Pakistan i Filipiny.

Według przewidywań ONZ to właśnie populacje tych państw będą odpowiadać za ponad połowę prognozowanych do 2050 r. wzrostów ludności. Czy jednak powinniśmy się obawiać takiej przyszłości?

Dzień 8 miliardów. Czy świat powinien bać się przeludnienia?

Natalia Kanem, dyrektorka generalna Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych, uważa, że nie, a przynajmniej że nie we wzroście populacji tkwi główny problem.

– 8 miliardów to ważny kamień milowy dla ludzkości. Mimo to uświadomiłam sobie, że nie każdy chce świętować to osiągnięcie. Niektórzy obawiają się, że świat może być przeludniony. Jestem tu jednak po to, aby jasno powiedzieć, że liczba ludności sama w sobie nie jest powodem do strachu – powiedziała Kanem w oświadczeniu prasowym.

Szefowa Funduszu Ludnościowego przestrzega jednocześnie, że tzw. „populacyjny alarmizm” i skupianie się na samym ograniczaniu liczby ludności w przeszłości prowadziło do „rażących naruszeń praw człowieka” jak np. przymusowych sterylizacji.

Znacznie poważniejszym problemem, na który zwracają uwagę eksperci, jest bowiem nadmierna konsumpcja i eksploatacja zasobów ziemskich. Według organizacji WWF oraz Global Footprint Network do zrównoważonego zaspokojenia obecnych potrzeb całej ludzkości potrzebowalibyśmy zasobów odpowiadających 1,75 naszej planety.

Rekordzistą pod tym względem jest Katar, którego tempo konsumpcji i zużycia surowców odpowiada dziewięciu Ziemiom. W czołówce znajdują się też Luksemburg (8,2), Bahrajn (5,2), a także Kanada, Stany Zjednoczone i Zjednoczone Emiraty Arabskie (po 5,1 Ziem). Polska aktualnie zużywa równowartość zasobów trzech naszych planet.

– Nasz wpływ na Ziemię powodowany jest bardziej przez nasze zachowania, nie przez naszą liczebność, a ciągłe powracanie do kwestii przeludnienia jest szkodliwe i bezproduktywne. Koncentrowanie się tylko na tym pozwala bogatszym krajom zrzucać winę na kraje rozwijające się, w których wzrost populacji jest najwyższy – powiedziała w rozmowie z Agence France-Presse Jennifer Sciubba, badaczka bezpartyjnego think tanku Wilson Center.

 

Nieco innego zdania jest natomiast Liu Zhenmin, podsekretarz generalny ONZ ds. spraw społecznych i ekonomicznych.

– Związek między wzrostem populacji a zrównoważonym rozwojem to złożona i wielowymiarowa kwestia. Gwałtowne zwiększenie się liczby ludności utrudnia eliminację ubóstwa, walkę z głodem i niedożywieniem oraz zmniejsza zasięg systemów opieki zdrowotnej i edukacji – powiedział Zhenmin w oświadczeniu prasowym.

Jeszcze bardziej radykalny scenariusz rysują z kolei William Ryerson, prezydent Population Media Center, oraz Kathleen Mogelgaard, dyrektorka generalna Population Institute. Badacze w swoim tekście dla serwisu "The Hill" przekonują, że przekroczenie granicy 8 miliardów ludzi powinno być dla nas "pobudką".

To bowiem edukacja, antykoncepcja i dostęp do skutecznych metod planowania rodziny są podstawą zmniejszenia wskaźnika urodzeń, tymczasem to właśnie mieszkańcy krajów rozwijających się mają najbardziej ograniczony dostęp do tych zasobów.

- Jeśli jakoś na to nie zareagujemy, to tak jakbyśmy przymykali oko na coraz większe nierówności i degradację środowiska.