Iwona Kulwicka - czy Polscy mężczyźni są gorsi od Włochów?

Czy polscy mężczyźni są tak fatalni, że dopiero romans z Włochem sprawił, że postanowiłaś napisać książkę?

Reklama

(Śmiech) Nie! Nie mam nic przeciwko polskim mężczyznom. Tak się złożyło , że po swoim rozstaniu spotkałam właśnie Włochów. Dzięki Alessandro odzyskałam swoją kobiecość i wiarę w to, że mogę robić rzeczy, które kocham. Z moim drugim Włochem – Fulvio – w którym zakochałam się bez opamiętania i który jest “ojcem“ mojej książki czułam się jak nastolatka, przed którą świat stoi otworem.

To prawda, lubię Włochów bo lubię ludzi z pasją, a Włosi są pasjonatami, Wszystko robią z pasją, są bardzo ekspresyjni. Gdy Włoch mówi, to robi to całym sobą.  Mówią  jego oczy, dłonie i ciało - to jest ich natura. Gdybyś widział, jak Włoch gotuje! Kiedy Włoch gotuje dla swojej kobiety, to tak jakby się z nią kochał.

Ale mimo to obecnie stawiam Polaków i Włochów na równi.

Czyli jednak wcześniej tak nie było?

Sądzę, że to jest raczej kwestia gotowości. Jeśli zakompleksiona kobieta spotka zakompleksionego mężczyznę, to trudno, by mogli stworzyć udaną relację,  spełniać swoje fantazje i dawać sobie wzajemnie szacunek i budować zaufanie. Gdy kobieta pozwoli sobie na więcej, to mężczyzna jest w stanie jej więcej dać.

Wcześniej byłam niepewną siebie dziewczyną, która miała problem z chodzeniem w bikini. Teraz po prostu kocham i akceptuję siebie. Do dziś pamiętam ten dzień, gdy po raz pierwszy, stojąc przed lustrem spojrzałam sobie w oczy, pogłaskałam po twarzy, po włosach i zobaczyłam w sobie kogoś, kogo znam i kocham. Tę małą Iwonkę. Gdyby nie to, zapewne nigdy nie przeżyłabym takich zbliżeń, jak z Fulvio.

Iwona Kulwicka, Iwona Kulwicka,

Co wpłynęło na tę przemianę?

Przede wszystkim terapia, którą zaczęłam w marcu 2021. Mam dwie terapeutki, które sprawiły, że bardzo się otworzyłam na swoje emocje i uczucia. Wcześniej byłam skryta i nie tylko nie mówiłam o tym, co czuję, ale nawet nie myślałam o tym bo to bolało. Zawsze miałam wielu znajomych, ale byłam przy tym powierzchowna. Gdy czułam, że ktoś mógłby zbyt głęboko zajrzeć we mnie, zamykałam się w sobie.

Terapia spowodowała że dosłownie zaczęłam buchać emocjami. Nie bałam się płaczu, smutku, euforii i złości. Wszystkie one należą do nas i powinniśmy pozwolić sobie na ich odczuwanie. Zaczęłam także chodzić na warsztaty ceramiczne, na taniec i spotykać się z ludźmi we wspólnocie duchowej singli i par.

Iwona Kulwicka, "Miłość po 40" - pomysł napisania książki

To wtedy też wpadłaś na pomysł napisania książki?

To był moment, kiedy bardzo tęskniłam za Fulvio. Za tą energią, w której czułam się bezpieczna i szczęśliwa. Samotność i smutek były bodźcem do pisania.  Postanowiłam wtedy napisać wiersz o miłości, opublikować go na Facebooku i oznaczyć przy nim Fulvio. Jak skończyłam  pisać, to wiersz przerodził się w prozę a zegar wskazywał 4 nad ranem. Potem już codziennie, wychodząc z pracy, biegłam do domu, by pisać. I w ten sposób w 2,5 miesiąca powstała moja książka.

Pisanie również stało się formą terapii?

Tak, to mi dawało spokój. Gdy odkryłam w sobie tę pasję, myślałam już tylko o tym, żeby pisać. Pisanie dawało mi niesamowitą ulgę. Teraz czuję, że odnalazłam też siebie. Obecnie mam swój fun page, piszę wiersze, piszę kolejne książki, mam już pomysł na cztery kolejne, wszystkie pod tym samym tytułem głównym  „Miłość po 40”.

No właśnie, zastanawia mnie ten tytuł. Przecież otwarcie mówisz o tym, że niedawno na dobre zakończyła się twoja długa relacja. Chcesz powiedzieć, że przed 40-stką nigdy nie byłaś zakochana?

Owszem, byłam. Miałam motyle w brzuchu, jak poznawałam swojego byłego partnera, ale dziś wiem, że zbyt wiele nas różniło, aby to się mogło udać i przetrwać do końca życia.

Iwona Kulwicka - utarte schematy w związkach

Co cię przy nim trzymało przez tak długo?

Stabilizacja, to ona była kluczem. Miałam dużo schematów pochodzących z domu, a moja rodzina była wpatrzona w tę stabilizację, marzyła o niej: jedna praca, jeden dom, jeden związek, który zawsze był po coś, np. po to, żeby były dzieci, po to aby nie zostać samym na starość, po to aby było w życiu łatwiej. Nie mówiło się o potrzebach duchowych. Mężczyzn stawiano do odpowiedzialności za byt rodziny i za stabilizację. W moim otoczeniu mówiono "Jak nie pije i nie bije, to się go trzymaj, bo zawsze możesz trafić na gorszego".

Do dziś pamiętam dzień, w którym usłyszałam po raz pierwszy wyzwiska rzucane w moim kierunku. I mimo to zostałam. To ta chęć zachowania stabilizacji i posiadania faceta, który by o mnie zadbał, spowodowały, że nie miałam odwagi na zmiany. I tak naprawdę zrobiłam krzywdę tylko sobie, bo utraciłam szacunek do samej siebie.

Po takich przeżyciach wielu ludzi obraziłoby się na związki i postanowiło żyć samotnie.

Ostatnio często spotykam się z aktywnymi kobietami, które “idą po swoje” i to mnie bardzo cieszy, że budują swoje poczucie wartości i mają odwagę mówić to, czego pragną i co czują. Martwi mnie tylko to, że bardzo często słyszę także stwierdzenie: “Nikogo nie potrzebuję, sama sobie dam radę, będę walczyć, będę twarda”. Moim zdaniem przechodzenie ze skrajności w skrajność nie jest dobre.

Iwona Kulwicka - świadome singielstwo

Iwona Kulwicka, fot. Julita Ledzińska Iwona Kulwicka, fot. Julita Ledzińska

Bycie świadomym siebie singlem wydaje się lepsze, niż życie w nieszczęśliwym związku przez lata.

Ja się trochę uśmiecham, gdy ktoś mi o tym mówi. Pytanie, co rozumiemy przez to „świadome singielstwo”? Czy jest to życie w samotności, czy życie bez sformalizowanego związku? Moim zdaniem wszyscy potrzebujemy miłości. Gdy  ktoś mi mówi, że jej nie potrzebuje i nie chce, to w większości przypadków widzę za tym jego lęk przed odrzuceniem i rozczarowaniem. 

Bardzo często świadome singielstwo wśród kobiet i mężczyzn, to jest coś w rodzaju: „jestem singielką, bo się obraziłam, bo wszystkim facetom chodzi tylko o jedno”, albo „jestem sam, bo się obraziłem, bo wszystkie kobiety lecą tylko na kasę”. Moim zdaniem to nie jest dobra droga. Uważam, że każdy z nas zasługuje na to, aby być otoczony miłością, także tą partnerską. Nie powinniśmy być sami.

Czyli na siłę powinniśmy dążyć do tego, by być w związku?

Oczywiście, że nie, bo wszystko, co robimy na siłę, jest krótkotrwałe. Ale dopóki jesteś sam/a, jesteś „singlem/singielką z wyboru, dopóty zdaje ci się, że masz wszystko ogarnięte, że jesteś zbalansowany/a. A tak naprawdę to ludzie, a w szczególności partner, z którym jesteś związany/a emocjonalnie, pokazuje ci, co cię gryzie.

I to mnie właśnie najbardziej fascynuje w relacjach – możliwość przeglądania się w innych. Dzięki relacjom mogę obserwować siebie i sprawdzać, jak reaguję na dane sytuacje, co mnie denerwuje, co mnie dołuje i kiedy spada moje poczucie własnej wartości. Mogę pracować nad sobą. Moim zdaniem najlepiej by było być świadomym singlem, ale w relacji.

 

Co przez to rozumiesz?

Kiedyś żyłam standardem relacji, w którym partnerzy oddawali sobie wszystko. Byli od siebie wzajemnie tak uzależnieni, że nie potrafili bez siebie żyć. Byli jak dwie połówki jabłka. Musieli się dopełniać, wyrównywać swoje braki i poświęcać siebie w imię związku. I tak właśnie po rozstaniu z partnerem zdałam sobie sprawę z tego, że na własne życzenie zostałam sama jak palec i nie miałam nic. Nie miałam nawet swoich marzeń.

Dziś jestem zakochana w swoim życiu. Spełniam się, mam swoje hobby, mam swoich znajomych i przyjaciół, mam czas dla siebie, kupiłam sobie nawet 12-letni kabriolet (śmiech). A przy tym jestem w relacji. I wiem, że nie zostanę sama, nawet wtedy, gdy nasze drogi się rozejdą, bo będę miała to wszystko, co wokół siebie “zbudowałam”. Moim zdaniem ważne jest to, aby partnerzy byli singlami czyli w moim rozumieniu pełnowartościowymi osobami, które są szczęśliwe same ze sobą i w gronie swoich przyjaciół, które nie potrzebują partnera do tego, aby dawał im to, czego sami sobie nie potrafią sobie dać. Chodzi o to, aby inspirować się nawzajem, spędzać jeszcze przyjemniej czas i być ze sobą z wyboru, a nie z braku.  

Myślisz, że polscy mężczyźni są gotowi, by pójść za zmianą, o której mówisz?

To prawda, nie mogę powiedzieć o sobie jak o standardowej kobiecie, standardowej Polce, bo jednak wciąż jest relatywnie niewiele takich kobiet jak ja – które wprost mówią o swoich potrzebach i nie boją się swojej seksualności. Z pewnością jest jeszcze wielu mężczyzn, którzy boją się świadomych siebie kobiet bo nadal żyją standardem, według którego z “wyuzdanej” kobiety partnerki nie będzie.

Automatycznie włącza się u nich ocena, że skoro jest taka dla nich, to znaczy, że jest taka dla wszystkich i już zaraz sypią się słowa: dzi**a, ku**a itd. I teraz pytanie brzmi, na ile faceci odważą się odrzucić tę męską biblię i pójść za autentycznością.

 

Biblię?

Biblię standardów i stereotypów zachowania w związkach. Ja np. miałam taką biblię od kobiet w mojej rodzinie. Bardzo często przysłuchując się rozmowom moich babć, ciotek i mamy słyszałam, czego kobiecie nie wypada. Jaka powinna być, aby utrzymać przy sobie mężczyznę, i czego nie powinna robić, jeżeli nie chce zostać nazwana rozpustnicą. Po terapii wszystko to wyrzuciłam do kosza, nie było innego wyjścia jak tylko stworzenie sobie swojego własnego kodeksu zachowań - życia w autentyczności. Nie urodziłam się po to, żeby być święta.

Każde pokolenie, każdy kraj ma taką swoją biblię – Włosi też, religia ogranicza ich jeszcze bardziej. Gdyby Polaka z jego lękami przed tym, co ludzie powiedzą,  włożyć w ramy włoskiej biblii, to nie miałby szans na życie. Pozostałoby mu tylko przeżycie. Największym naszym wrogiem jest lęk. Oczywiście mówię o tym lęku, który przeszkadza nam żyć, a nie tym, który powstrzymuje nas przed włożeniem nogi do ogniska. Lęk odbiera nam radość, ogranicza naszą kreatywność, nie pozwala nam wzrastać i trzyma nas w starym, bo - cytując moją książkę - "lepszy stary wysłużony fotel z wcinająca się w tyłek sprężyną, niż nowe, ale nieznane krzesło”.

Planujesz coś zrobić w przyszłości, by pomóc innym kobietom odnaleźć siebie tak, jak tobie się to udało?

Na razie założyłam grupę „Miłość po 40”. Nie chcę budować ruchu silnych kobiet, chciałabym zbudować społeczność kobiet, które nie boją się uczuć, swojej kobiecości, emocjonalności i seksualności. Kobiet które widzą w mężczyznach istoty takie same jak one, które dadzą mężczyznom prawo do bycia sobą. Jeżeli kobiety się na to otworzą, to mężczyźni również za tym pójdą, bo zakochany mężczyzna pójdzie wszędzie za swoją kobietą. Nie chcę zbawiać ludzi na siłę, ale chciałabym, żeby ci, którzy chcą, mieli taką szansę.

Iwona Kulwicka, fot. Julita Ledzińska Iwona Kulwicka, fot. Julita Ledzińska

Jaki jest w takim razie pierwszy krok, który ludzie mogliby wykonać w kierunku zmiany po przeczytaniu tej rozmowy?

Przyjrzyj się sobie. Zdejmij maski i zobacz, kim naprawdę jesteś. Może spoglądając sobie głęboko w oczy dostrzeżesz zagubioną dziewczynkę, która od lat tęskni za aprobatą taty, która czeka, aż on ja przytuli. Może złość i arogancja w kierunku mężczyzn wynika z poczucia krzywdy, którą nosisz w sobie od dzieciństwa. Może twoja służalczość i uległość są efektem potrzeby zasłużenia na miłość.

W tych wszystkich przypadkach potrzebna jest ci terapia, która posłuży temu, abyś wiedziała, dlaczego tak, a nie inaczej się zachowujesz. Dlaczego włączają się w tobie automatyczne reakcje, których potem żałujesz? Oczywiście, nie każdy terapeuta jest dobry dla każdego. Ja miałam dużo szczęścia, bo trafiłam na mądre terapeutki z dużym doświadczeniem. Wierzę jednak w to, że jeżeli otworzymy się na terapię to “trafimy ” na tę właściwą osobę.

Poza tym rozpoczynając terapię fajnie byłoby pamiętać o tym, że aby zmienić cokolwiek, powinniśmy zacząć od zmiany samych siebie. Nie skupiajmy  się na ocenie innych i szukaniu w nich przyczyn naszego nieszczęścia, tylko zastanówmy się, i szczerze oceńmy, co nasze relacje mówią o nas, z czym mamy kłopoty, czego się boimy.

***

Książka „Miłość po 40. Jak zakochać się na Tinderze. Książka dla kobiet, które nie wierzą w miłość” ma dodać odwagi wszystkim dojrzałym osobom, które pragną odnaleźć miłość nie tylko do partnera, ale i do siebie. Książka dostępna jest w sieci sklepów Empik oraz na stronie Miłość po 40.

Iwona Kulwicka o sobie

Prywatnie – szczęśliwa kobieta i matka. Wolałabym nawet określenie: szczęśliwa istota. Kocham taniec. Uwielbiam podróżować i fotografować naturę. Lubię sport, a największą frajdę sprawia mi żeglowanie i narciarstwo. Od niedawna także morsuję. Moim zdaniem nie jest ważne gdzie, ale z kim spędza się czas.

Zawodowo ekspertka ds. administracji , która już dawno odkryła, że sukces to ludzie. Jestem zwolenniczką prowadzenia biznesu opartego na długoterminowych relacjach, szacunku i zaufaniu.