Ewa Bem: "Święta zostały zdeptane i zmasakrowane przez wszechobecną konsumpcję"

Aleksandra Nagel – Well.pl: Już niebawem pojawi się Pani na scenie w towarzystwie wspaniałego London Community Gospel Choir i będzie to koncert świąteczny. Czy da się połączyć gospel z polskimi kolędami?

Reklama


Ewa Bem: To nie jest łatwe zadanie, ale próbujemy połączyć te dwa światy, na przykład poprzez znaną na całym świecie „Cichą noc”. Na pewno w repertuarze pojawią się piosenki okołoświąteczne, na przykład „We Wish You a Marry Christmas”, do której dostałam przepiękny, polski tekst.

London Community Gospel Choir jest rewelacyjny i przyznam się, że dość długo zastanawiałam się nad udziałem w tym koncercie. Gospel to bardzo specyficzny rodzaj repertuaru, a w Polsce jest wiele mistrzyń gospel. Ja na ogół nie śpiewam gospel i mam sporą tremę, bo zdaję sobie sprawę z tego, z czym się mierzę. Wisienką na torcie będzie natomiast duet z Andrzejem Piasecznym. Zrobimy wszystko, żeby ten koncert był prawdziwą ucztą.

Pani Ewo, a jaka jest Pani ulubiona kolęda?

Uwielbiam „Lulajże Jezuniu” i zawsze doprowadza mnie do łez. Jednak najbardziej przywiązana jestem do pastorałki z filmu „Miś” - „Lulejże mi lulej”. Kiedy ją tworzyłam, nawet nie wiedziałam, w jakim filmie zostanie wykorzystana, a przecież „Miś” to film kultowy. Skomponowana przez Jurka Derfla do tekstu Stasia Tyma stała się jedną z najpiękniejszych pastorałek. To jedna z tych piosenek, która jest ze mną związana od zawsze. W okresie świąt Bożego Narodzenia publiczność często prosi mnie o to, bym ją zaśpiewała i ja chętnie to robię.

Skoro mowa o filmie „Miś”, jak zmieniły się polskie Święta przez te ostatnie kilka dekad?

Zostały zdeptane i zmasakrowane przez wszechobecną konsumpcję, ale nadal mają niezwykłą moc Czasami trudno jest nam wykrzesać wystarczająco dużo metafizyki, by odpowiednio przeżyć Boże Narodzenie, ale dla mnie ten czas to świętość. Modlitwa, życzenia przy opłatku, wigilijny stół – to wszystko wzrusza mnie za każdym razem.

Niestety, widzę, że nawet coś tak kiedyś obowiązkowego, jak pasterka, zostało wykluczone z większości domów, bo wszyscy są tak okrutnie zmęczeni przygotowywaniem świąt, że nie mają już siły nawet dźwignąć się sprzed stołu. Dla mnie jedna tradycja jest święta. Kolędowanie jest obowiązkowe! Babcia w tej kwestii nie popuści. (śmiech)

Jak namówić całą rodzinę do kolędowania?

Trzeba być konsekwentnym i ukrócić wszystkie wymówki! Robiłam kiedyś ogromną wigilię dla dwóch rodzin. Był z nami pianista, który grał akompaniament do wszystkich kolęd, a ja wydrukowałam zeszyciki z tekstami, by każdy mógł zaśpiewać wszystkie zwrotki. Wszyscy grzęzną zwykle na drugiej zwrotce, a tak nie ma zmiłuj – kolędujemy.

Znam dom, który co roku organizuje wspólne śpiewanie kolęd. To jest coś wspaniałego! Kolędy przenoszą nas w inne rejony uczuć i wzruszeń, to zupełnie inna planeta, a może nawet i galaktyka.

Dowiedz się więcej o koncercie Ewy Bem z London Community Gospel Choir

 

Ewa Bem o najwspanialszej wigilii: "W naszym domu hulał wiatr"

Ma Pani własną opowieść wigilijną?

Mam dwie wigilijne historie. Jedna będzie bardziej humorystyczna, a druga na serio. Humorystyczna jest o zabłąkanym wędrowcu. Kilka lat temu, w pierwszym szale mody na zamawianie Mikołaja do domu, umówiliśmy go, wory pochowaliśmy przy wejściu, wszystko wyliczyliśmy co do minuty. On tymczasem się nie wyrobił, bo miał aż tyle zleceń. Dzieci przysnęły, aż tu nagle dzwonek do drzwi.

Zerwaliśmy się na równe nogi zdziwieni, kto się ośmiela w wigilię o tej porze przychodzić, a to był po prostu nasz zabłąkany zamówiony Mikołaj. (śmiech)

A ta druga historia na serio?

To była jedna z najpiękniejszych wigilii, jakie przeżyłyśmy w naszym domu. On był jeszcze w stanie surowym, wiatr w nim hulał. Zrobiliśmy prowizoryczny stół, trochę sianka, obrus, postawiliśmy śledzika. Cała rodzina przyjechała i tak w tym surowym domu w kożuchach, czapkach i szalikach siedzieliśmy przy tym stole, jak w stajence. Jak huknęliśmy kolędę, to naprawdę miało efekt. Czułam, że właśnie w takich okolicznościach Jezusek się rodził, w chłodzie i niedostatku.

Trudno uwierzyć w taką wigilię. Dziś każdy z nas chce, by Boże Narodzenie było perfekcyjnie – idealna wigilia, piękne dekoracje, trafione prezenty, wszystko zapięte na ostatni guzik. Tymczasem wcale nie musi być perfekcyjnie, by było prawdziwie…

Ja też przeżywałam tę modę na perfekcję. Chciałam mieć przepiękną choinkę, idealne dania, perfekcyjnie wysprzątany dom. Z perspektywy czasu uważam, że to było takie głupie. Cóż, do tego trzeba po prostu dojrzeć. Gdy byłam dzieckiem, wszyscy robiliśmy ozdoby na choinkę sami i to naprawdę miało znaczenie. Teraz mamy wszystko na wyciągnięcie ręki i to nie ma duszy.

Czym pachną dla Pani Święta?

Świerkiem i… pastą do podłóg! Niektórzy mówią o cynamonie, goździkach, pomarańczach, a ja zapach wyglancowanej podłogi to jest mój zapach Bożego Narodzenia, który pamiętam z dzieciństwa.

 

Ewa Bem o Świętach bez córki: "Nasze wnuki to koło ratunkowe i tlen"

Moja ulubiona pastorałka to w ostatnich latach „Szara kolęda” Wojciecha Młynarskiego. Bardzo pasuje mi do tych naszych szarych i trudnych czasów. Pomyślałam, że Pani jest jak ta szara kolęda. Los mocno Panią doświadczył, a Pani nadal jest taką iskierką nadziei, pocałunkiem słońca, balsamem na duszę na polskiej scenie muzycznej. Jak przeżyć Boże Narodzenie, gdy w głowie jest wiele trudnych, smutnych myśli?

Zapewne mówimy o odejściu naszej córki Pamelki pięć lat temu. Pierwsze i drugie Święta po jej śmierci spędziliśmy poza domem, po prostu nie dałam rady. Dziś nadal jest trudno. To temat, który tli się tak blisko pod skórą, cali jesteśmy w tym zatopieni, ale nasze wnuki wyprowadzają nas na spokojniejszą wodę. Gdy ogarnia nas smutek, dzięki nim właśnie potrafimy sobie z tym poradzić, zresztą myślę, że ku uciesze Pameli. Nie chcemy wciągać dzieci w otchłań smutku.

I tu nasza krótka opowieść wigilijna zatoczyła koło, bo Boże Narodzenie to w końcu święto pewnego wyjątkowego, wszechmocnego dziecka, które rodzi się, by uratować świat. Pani Święta również ratują dzieci…

Nasze wnuki to koło ratunkowe i tlen. To jest coś, co utrzymało mnie przy życiu.

Wierzy Pani w Świętego Mikołaja?

Niezależnie od wszystkiego, wierzę w magię Świąt, a ta gdzieś nam umyka, gdy skupiamy się na tym, co materialne. Sensem Bożego Narodzenia nie są w końcu dekoracje czy prezenty, ale nadzieja, bliskość, miłość.

Nie chciałabym, żebyśmy byli tacy zagonieni, skupieni na kompletowaniu prezentów, szczególnie teraz, gdy wokół jest tyle nędzy. W tym roku więc będzie po jednym prezenciku dla dzieci i koniec. Chyba wystosuję w tej kwestii jakieś oficjalne zarządzenie. (śmiech) A co przyniesie Święty Mikołaj, to już jego słodka tajemnica…