Premiera siódmego albumu Beyoncé zaplanowana jest na 29 lipca, ale artystka już teraz rozgrzała atmosferę wśród swoich fanów pierwszym singlem promującym płytę. Utwór „Break my soul” trafił na YouTube i inne serwisy streamingowe 21 czerwca i niemal natychmiast wywołał liczne dyskusje na temat przesłania, które piosenkarka próbuje przekazać w singlu.

Reklama

Czy Beyoncé otwarcie wspiera ruch porzucenia dotychczasowej pracy znany jako „wielka rezygnacja”?

Świadczyć o tym mają fragmenty tekstu: „Now, I just fell in love / And I just quit my job / I'm gonna find new drive” (Właśnie się zakochałam / I właśnie rzuciłam pracę pracę / Znajdę coś nowego, co mnie napędza) oraz „Work by nine / Then off past five / And they work my nerves / That’s why I cannot sleep at night” (Praca od dziewiątej / Potem po piątej / To działa mi na nerwy / Dlatego nie mogę spać).

Wielu komentujących zauważa, że Beyoncé w ten sposób okazuje swoją solidarność z klasą pracującą, której codzienne zajęcia zarobkowe nie pozwalają zdobyć wystarczających środków do życia, i wspiera tzw. „wielką rezygnację”.

Zjawisko to stało się popularne jeszcze w 2021 r. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Australii i opisuje trend masowego porzucania pracy zwłaszcza w sektorach związanych z edukacją i opieką zdrowotną, ale dotyczy tak naprawdę wszystkich zawodów.

– Beyoncé zwiększy odsetek bezrobocia – żartowali fani na Twitterze.

Przesłanie płynące z utworu nie powinno jednak być wielkim zaskoczeniem. Sama artystka zapowiadała jeszcze w 2021 r., że na swoim nowym albumie zamierza skupić się na „postpandemicznym wyzwoleniu”.

– Ze względu na izolację i niesprawiedliwości w ostatnich latach, uważam, że jesteśmy gotowi, by uciec, podróżować, kochać i znowu się śmiać. Czuję, że nadchodzi renesans i chcę pielęgnować tę ucieczkę w każdy możliwy sposób – mówiła Beyoncé w wywiadzie z „Harper’s Bazaar”.

Czy Beyoncé naprawdę wspiera klasę pracującą?

Część komentujących wskazuje jednak na hipokryzję ze strony artystki, której działania stoją w sprzeczności z deklaracjami o solidarności. W zeszłym roku wraz ze swoim mężem Jayem-Z Beyoncé została twarzą kampanii żółtego diamentu od Tiffany & Co., który według doniesień został wydobyty przez pracowników z RPA w niewolniczych warunkach i powszechnie uważany jest za „krwawy diament”.

Beyoncé nie zdecydowała się też przenieść ani odwołać swojej imprezy po tegorocznej gali oscarowej w luksusowym hotelu Chateau Marmont w Los Angeles, i to pomimo próśb pracowników, którzy tego samego dnia zorganizowali protest przeciwko właścicielowi hotelu.

Strajk miał na celu zwrócenie uwagi na toksyczne środowisko pracy w Chateau Marmont, rasową dyskryminację oraz przypadki molestowania seksualnego. Właściciel André Balazs miał też zwolnić większość pracowników podczas pandemii i odmówić im przedłużenia ubezpieczenia zdrowotnego oraz wypłacenia odpraw.