Najgorsze sceny w „365 dni: Ten dzień”

Premiera sequelu „365 dni: Ten dzień” na podstawie powieści Blanki Lipińskiej wywołała sporo szumu. Wystarczył jeden dzień, by produkcja zyskała miano nowego hitu Netflixa – ale czy denerwujący surrealizm niektórych scen nie jest już kinową przesadą?

Reklama

Czego oczekujemy od filmów erotycznych? Trudno powiedzieć – choć z pewnością wielu z nas chciałoby uniknąć sprowadzania seksu do kategorii przemocy, brutalności, zwierzęcych instynktów i seks-gadżetów.

Oczywiście nie jest to system zero-jedynkowy, ale jesteśmy pewni, że erotyka może być ukazana w nieco bardziej „smaczny” sposób. W przypadku „365 dni” trudno było tego szukać.

Zdaniem krytyków druga część sagi – „365 dni: Ten dzień” – jest jeszcze gorsza. I wcale nie chodzi już o bezbarwną fabułę czy nieudaną próbę stworzenia wizerunku kobiety niezależnej. Niektóre sceny są wprost surrealistyczne.

Podobną opinię sugerują zagraniczne media. Według niemieckiej gazety „Welt”, można wymienić co najmniej pięć momentów w filmie „po obejrzeniu których nie wiadomo, co zrobić: odtworzyć je jeszcze raz czy najpierw się roześmiać”.

„365 dni: Ten dzień”: Panna młoda bez majtek

Pierwszy kiczowaty moment pojawia się już w pierwszych minutach filmu. Tuż przed ceremonią ślubną Massimo przychodzi na taras, gdzie akurat przebywa panna młoda – Laura – która obwieszcza wszem i wobec, że nie ma na sobie majtek. Co się dzieje dalej? Nie trudno się domyślić.

- Dobry Boże, facet jest szefem mafii, mieszkają w willi na Sycylii, a ta nie ma pieniędzy na bieliznę?! Trudna sprawa. Massimo stara się jak najszybciej zrekompensować to seksem na stole. Pozostają dwa pytania: w jaki sposób Massimo dotarł do Laury, biorąc pod uwagę wszystkie warstwy tiulu sukni ślubnej? Oraz kto w końcu kupi jej pięciopak bawełnianych majtek? - czytamy na stronie Welt.

„365 dni: Ten dzień”: Nie tak rozkoszna noc poślubna

Scena PRZEDślubna okazuje się jednak jedynie przedsmakiem nadchodzącej nocy POślubnej. W literaturze tego typu zabieg nazwalibyśmy klamrą kompozycyjną, ale sztuka sztuce nie równa.

- Laura przywiązuje Massimo do krzesła jedwabnymi pończochami. Sama siada w maksymalnie niewygodnej pozycji na brzegu łóżka naprzeciwko niego i „zaspokaja się”. Wtedy rozlega się ryk lwa (naprawdę, nie zmyślamy tego) i Massimo rozrywa pończochy, by rzucić się na Laurę. Zupełnie jak drapieżnik, prawda? Współczujemy Laurze: ona już nie miała majtek. A teraz straciła pończochy – pisze redakcja Welt.

„365 dni: Ten dzień”: Niesmaczna scena na polu golfowym

Choć ogólnie „365 dni: Ten dzień” uważa się za film zaskakujący, początki małżeństwa Massimo i Laury przebiegają w dość tradycyjny sposób. Tuż po nocy poślubnej czas na rozkoszny miesiąc miodowy. I nie byłoby w tym nic bardzo rażącego, gdyby nie wybitnie niesmaczna scena na polu golfowym.

- Problemy z bielizną nie dają Laurze spokoju, gdy gra w golfa. A może to właśnie dlatego wygląda na tak zdenerwowaną? Bo Massimo ma zły handicap i ciągle zatapia piłki w przeszkodach wodnych? W każdym razie Laura chce nieco urozmaicić to kiepskie popołudnie. Wyjmuje maszt z otworu i siada na ziemi z rozłożonymi nogami. Massimo ma teraz wbić piłkę do dołka (przepraszam, to tylko golfowa lingwistyka) – czytamy w niemieckim Welt.

„365 dni: Ten dzień”: Przyjaciółka Laury i rozkoszne chwile w bitej śmietanie

Według krytyków Magdalena Lamparska w roli przyjaciółki Laury – Olgi – to najlepszy epizod w „365 dni: Ten dzień”, ale i tutaj pojawia się kontrowersja. Chodzi o scenę, w której bohaterka współżyje w bitej śmietanie z jednym z sycylijskich mafiozów.

- On leży na blacie wysmarowany bitą śmietaną w sprayu, ona stoi nad nim i zrzuca maliny do mieszanki kremu z włosami na jego klacie. Czy chcesz zobaczyć coś takiego? Nie. A już na pewno nie po to, by je potem zjeść - pisze redakcja Welt.

„365 dni: Ten dzień”: Bożonarodzeniowy prezent Laury

I nadeszły święta Bożego Narodzenia. Wspaniała rodzinna kolacja jest jednak jedynie wstępem do sceny, w której Laura obdarowuje swojego ukochanego wyjątkowym i bardzo sprośnym prezentem.

- Kiedy siedzą przy stole z całą rodziną, ona powoli i z radością liże mu ucho. Trochę pieszczot na oczach bliskich — kto by się nie ucieszył? Być może są ludzie, którzy nie chcą na dłuższą metę przeszkadzać rodzinie swoją seksualnością, ale Massimo zdecydowanie nie jest jednym z nich. Później dostaje drugi prezent. Tym razem bez udziału publiczności. Razem z Laurą przeprowadzają test zabawek seksualnych – wspomina Welt.

 Zdaniem niemieckich mediów żadna z tych scen nigdy nie powinna pojawić się na „wielkim ekranie”. A co wy o nich myślicie? Hot or not?